O polskim jazzie

Marek Gaszyński

Historia nigdy nie zapomni o Polskich muzykach jazzowych, którzy na przekór oporowi politycznemu, społecznemu czy obyczajowemu  nie dali się od jazzu oderwać.  

Wokalistki Wanda Warska, Carmen Moreno,  saksofoniści Jerzy Tatarak, Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz , basiści Witold Sobociński, Idon Wojciechowski, to ci najstarsi z żyjących, którzy jazz wykonywali zawsze i wszędzie,  czy było można czy nie: albo tak zwany „ czysty jazz”, albo „jazz kawiarniany”. Nie żyje wielkie grono „krakusów”, muzyków  z  miasta, które było kolebką powojennego jazzu w Polsce, stolicą tej muzyki na równi z Warszawą. Do tego grona zaliczam Andrzeja Kurylewicza, Stanisława „Drążka” Kalwińskiego, i Jerzego Skarżyńskiego, który wprawdzie nie grał, ale popularyzował jazz. Z Krakowem przez lata związani  byli m.in. Witold Kujawski, Krzysztof „Komeda” Trzciński, Andrzej Trzaskowski.  Nie ma już wśród żywych większości muzyków, którzy bronili się przed jazzową ciszą w okresie Katakumbowym (1949 – 1954): nie ma Władysława „Kaczki” Kowalczyka, Władysława Jagiełły , „królem” zwanego, zmarł Jan Walasek.

W Polsce jazz na szczęście nie służył  bezpośrednio jako narzędzie walki politycznej,  czy propagandowej  mimo że przez lata był zakazany.  Leopold Tyrmand cytuje słowa jednej z ważnych postaci Polskiego Radia „Gdyby to ode mnie zależało to nawet nutka tej muzyki nie zabrzmiałaby w mikrofonach naszej rozgłośni”. 

W latach 1945 – 1949 tego jazzu było jak na lekarstwo, o czym rozmawiali kiedyś Jan Borkowski i Jan „Ptaszyn” Wróblewski: „nie mieliśmy żadnych zachodnich płyt”, „Taśm nie było, w radiu jazzu nie było”, nie  było wiedzy o jazzie „nie miałem pojęcia, że są instrumenty transponujące”, nie był rozpowszechniony „zagraniczny repertuar”, a polskiego nie było w ogóle, „nie było mowy o żadnych partyturach, aranżacjach…”.

Ale był wielki entuzjazm i wielka chęć grania tego jazzu, o którym wszyscy wiedzieli tak mało. I, co najważniejsze, wtedy jeszcze nikt im nie zabraniał grania jazzu. Już było prawie dobrze, w latach 1946 – 1948  Tyrmand robił pierwsze imprezy „Jam session nr. 1”, „Od ragtime do boogie woogie”, Karasiński jeździł z jazzem po kraju, już nawet gazety i czasopisma od czasu do czasu informowały o miejscu i terminach jazzowych spotkań, Orkiestra Braci Łopatowskich nagrywała płyty z repertuarem Glenna Millera, w roku 1947 „na żywo” koncertowała w programie Polskiego Radia, „Przekrój” drukował – materiały jazzowe o stylach i historii jazzu.

I nagle jeden z największych ideologów komunizmu, Andriej Żdanow zabrał nam jazz na pięć lat. Był w ZSRR w latach 40. kierownikiem wydziału kultury i ideologii w Komitecie Centralnym KPZR i kierował polityką represji i nadzoru ideologicznego w życiu kulturalnym ZSRR. Niestety jego wpływy sięgały także do państw Demokracji Ludowej. 

Wtedy na jego polecenie jazz został zepchnięty do podziemia, grywaliśmy prywatnie, jako hobbyści. Część profesjonalnych muzyków z zamykanych i upaństwowionych lokali przechodziła do Filharmonii i do radia. Zmieniała się cała jazzowa struktura społeczna. Niewielka garstka muzyków jazzowych spotykała się w Krakowie  by grac jazz, po kilka osób z Łodzi, Warszawy, Krakowa. Tylko Krzyś Trzciński był z Poznania”, tak wspominał Jerzy Duduś Matuszkiewicz. 

Oto  dwa przykłady jak wtedy próbowano jazz zatrzymać w rozwoju i jak muzycy przed tym się bronili: na scenie w Krakowskiej Rotundzie orkiestra Jana Walaska, gra „Księżycową Serenadę”, ludzie ochoczo tańczą,  bawią się, gadają, piją wódkę, jedzą schabowe… nagle do Walaska podbiega kibic jazzu: „Idą, idzie kontrola”. Walasek dalej gra „Serenadę’, a  gdy  czerwony krawat pyta, „co wy gracie?” odpowiada spokojnie, że parafrazę radzieckiej piosenki wojennej „Droga na Front”. Konferansjer Zbigniew Korpolewski opisuje: „Jakaś była potańcówka na Uniwerku, zespół jazzowy gra „Hey ba ba  ree bop” Hamptona. Zwykle podbijam głosem i tytuł i Hamptona, ale teraz widzę kątem oka czerwone krawaty i zapowiadam spokojne: a teraz radziecka piosenka o Babie i Rybie”. 

Czy muzycy jazzowi byli buntownikami, cierpiętnikami, narażali wolność i życie na niebezpieczeństwo ?. No, nie, bez przesady, podobnie dowodził swego czasu Franciszek Walicki, mówiąc, że rock and roll i jazz obalił komunizm. Środowisko jazzowe nie było grupą ludzi zbuntowanych, wtedy w latach 40. i 50. nie było jeszcze w Polsce żadnych zalążków buntu ustrojowego.  Jedynym źródłem oporu był wtedy Kościół katolicki. „Muzycy zajmowali się  muzyką, a nie   światem… muzycy unikali starcia, tworzyli hermetyczny, tylko sobie dostępny świat, daleki od protestu i buntu”- to cytaty z książki Agnieszki Osieckiej „Szpetni czterdziestoletni” a  Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz dodał : „To nie my zajęliśmy się rzeczywistością, to ona się nami zajęła”. 

W roku 1946 powołano Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, w skrócie GUKPPiW. Od tego momentu cenzor decydował o tym kiedy, jakie, w jakiej formie i czy w ogóle mają być naszemu społeczeństwu przekazywane informacje o sprawach kultury.

Wobec jazzu w pewnych okresach cenzura dotyczyła samego istnienia tej muzyki u nas,  a jeśli chodzi o muzykę rozrywkową, to z rock and rollem nie walczono, bo władza ośmieszyła by się pewną przegraną – natomiast ograniczano wpływ tej muzyki na naszą  młodzież.   

W roku ubiegłym minęła 60 rocznica odrodzenia jazzu w Polsce, w wielu miastach i  wielu środowiskach uczczono ją jubileuszowymi  koncertami. Rok 1957 nie był już taki brzemienny w skutki, ale jeden fakt wart jest przypomnienia: —utworzono Federację Polskich Klubów Jazzowych, która potem przekształciła się w  Polskie Stowarzyszenie Jazzowe i to ono organizowało  nam jazzowe życie.  Członkom wszystkich władz i szarym pracownikom  Federacji czy potem PSJ ogromnie dziękujmy za ich pracę dla polskiego jazzu.

Bez Was jazzu w Polsce by nie było. Dziękujemy i przepraszamy – te dwa krótkie słowa,  dotyczą ludzi kultury i sztuki, więc także jazzu. Z polskim jazzem chcemy iść razem, razem z innymi, znaczy  wspólnie, bo wszyscy znamy znaczenie słów razem i osobno.

Fotograficy: Urszula Las, Grzegorz Krzysztofik, Jarek Wierzbicki, Marek Rokoszewski. Dziękujemy za udostępnienie fotografii.

Polskie Stowarzyszenie Jazzowe