Wpływy z opłat reprograficznych – czyli od tzw. „czystych nośników” – w Polsce należą do najniższych w całej Europie. To konsekwencja przestarzałych przepisów w tym zakresie, które do dzisiaj za „czyste nośniki” uznają magnetofony, magnetowidy, faksy, odtwarzacze mp3 czy nagrywarki CD...

23 lipca 2025 roku, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego poinformowało o rozpoczęciu konsultacji publicznych dotyczących nowelizacji rozporządzenia w sprawie opłat reprograficznych. Opłat pobieranych bezpośrednio od producentów i importerów urządzeń. Dzięki nowelizacji, do artystów może trafić każdego roku dodatkowych 150 – 200 mln złotych. Mowa o 1% ze sprzedaży urządzeń.
Opłata reprograficzne (od tzw. czystych nośników) to mechanizm kompensacyjny dozwolonego użytku w prawie autorskim. Dzięki niej twórcy otrzymują „rekompensatę” za to, że ich dzieła są legalnie powielane do celów prywatnych. Takiej kompensaty wymaga prawo UE. W prawie polskim mechanizm działa od 1994 roku, o ostatnio aktualizowany był w roku 2008, czyli w roku, w którym w Polsce popularność zyskiwały notebooki, kieszonkowe kamery video i czytniki e-booków. Przez tych 17 lat technologia i rzeczywistość cyfrowa zmieniły się radykalnie. A rozporządzenie w sprawie opłat reprograficznych dalej uwzględnia takie „czyste nośniki” jak VHS, mp3, faks czy nagrywarki DVD. W przestrzeni publicznej natychmiast pojawiło się dużo głosów i komentarzy, które niestety przedstawiają tę problematykę jednostronnie. W interesie artystów i środowisk, które – z powodów jak najbardziej uzasadnionych i uprawnionych – od lat oczekują tych legislacyjnych zmian, czujemy się w obowiązku wziąć udział w tej dyskusji. Chociażby po to, by wyjaśnić i odkłamać niektóre z pojawiających się w mainstreamie obaw i opinii. Zapraszamy do zapoznania się z tekstem, którego autorem jest Piotr Iwicki:
Prawie ćwierć wieku walki – opłata reprograficzna to nie podatek!
Choć ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych w obowiązującym brzmieniu datuje się na 4 lutego 1994 roku, to rozporządzenie Ministra Kultury z dnia 2 czerwca 2003 r. w sprawie określenia kategorii urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów oraz opłat od tych urządzeń i nośników z tytułu ich sprzedaży przez producentów i importerów jak widać jest o wiele młodsze, bo ma „tylko” 22 lata. Co tu ukrywać, to lata również wymiernych strat dla całego środowiska twórców, bowiem przy zastraszającej swym tempem ewolucji urządzeń do utrwalania utworów, załącznik określający listę tych, od których uiszczana jest opłata reprograficzna z ministerialnego rozporządzenia, w obecnej wersji jest totalnym anachronizmem. Jeśli dodamy, że na liście są magnetowidy i kserokopiarki a nie ma smartfonów i tabletów, to skala zaniechania wydaje się być oczywista.
Oczywiście kwestia aktualizacji wspomnianej listy stanowiącej załącznik do tego rozporządzenia, to historia z długimi wąsami naznaczona stygmatem zjawiska „politycznego”. Dlaczego? Starania o aktualizację tej listy osobiście śledzimy od kilkunastu lat, rozmawialiśmy na ten temat z ministrem i wicepremierem prof. Piotrem Glińskim, zauważając, że to nie kwestia stricte fiskalna a de facto przejaw troski o wszelkich twórców, a tym samym to nic innego jak polska racja staniu. Wiemy, że zwrot ten jest nadużywany, ale w tym wypadku wielce uprawniony. Bo jeśli z kieszeni twórców wyciąga się dziennie około miliona złotych (a niektórzy twierdzą, że nawet 1,5 mln) to można mówić, że dzieje się to kosztem kultury naszego kraju. Niestety, apele twórców, wszelkie akcje muzyków i innych środowisk nic nie dały. Po pierwsze, sprytni lobbyści na rzecz potencjalnych płatników na podstawie znowelizowanej listy (a są to w większości wielkie koncerny elektroniczne dysponujące gigantycznymi środkami na cele PR-owe), błyskawicznie uknuli hasło „Nie płacę na pałace”, odwołujące się do niesławnej inwestycji jednej z organizacji twórczych. Zjawisko ochrzcili mianem „podatku od smartfonów”. Kilka krzykliwych artykułów, reklamy w socjalmediach oraz aktywność wszelkiej maści trolli, szybko „zrobiły robotę”. Dążenia do aktualizacji listy czystych nośników, głównie w sferze smartfonów i tabletów stały się „złym wilkiem”. Nawet ustępujący prezydent szybko oznajmił, że zmiany ustawy nie podpisze (tyle, że nawet tego nie musiał, bo zarządzenie jest w wyłącznej gestii ministra, czyli po za kompetencją prezydenta), a w sieci przyprawiono nam gębę pazernych celebrytów. Dla wzmocnienia podano ile topowe gwiazdy zarabiają za koncerty, co miało być gwoździem do trumny. I niestety, było. Co więcej, jeden z dziennikarzy napisał obszerny (bardzo dobry) artykuł na temat czystych nośników, opłaty reprograficznej i nieszczęsnego załącznika i nagle …nie było chętnych na jego publikację. Kiedy temat zaczął być nośny, i gdy innemu publicyście, a naszemu koledze, Piotrowi Iwickiemu udało się opublikować kilka teksów w wysokonakładowej prasie, wspomniany dziennikarz też w końcu tekst zamieścił. Przerwano dziwną, medialną zmowę milczenia.
Współautor tego listu Piotr Iwicki osobiście w tej kwestii korespondował z ministrą kultury i dziedzictwa w 2023, która mogła przejść do historii jako ta, która choć urzędowała dwa tygodnie to uzdrowiła sytuację. Niestety, usłyszał: To bardziej złożona kwestia. Ministry dawno nie ma, szczęśliwie nowi ministrowie po wyborach 2023 roku o nas nie zapomnieli. Tak, młyny przy ul. Krakowskie Przedmieście mielą powoli, ale mielą i są tego efekty. Sprawy nabrały tempa wraz z ministrą Hanną Wróblewską (już zdymisjonowaną na rzecz Marty Cienkowskiej), a zwłaszcza wraz z pojawieniem się w resorcie wiceministra, sekretarza stanu pana Macieja Wróbla. Jak to się mówi, za sprawę zabrał się człowiek, który „czuje sprawę”. Efekty już widać. Na stronie Biuletynu Informacji Publicznej Rządowego Centrum Legislacji, w zakładce Rządowy Proces Legislacyjny, został zamieszczony projekt rozporządzenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego zmieniającego rozporządzenie w sprawie określenia kategorii urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów oraz opłat od tych urządzeń i nośników z tytułu ich sprzedaży przez producentów i importerów. W związku z powyższym istnieje możliwość zgłoszenia uwag do projektu w terminie 30 dni od dnia jego zamieszczenia w Biuletynie Informacji Publicznej. Ministerstwo zwraca się z prośbą o przesłanie uwag również drogą elektroniczną w wersji edytowalnej na adres: dpaif@kultura.gov.pl.
Oczywiście to co nas najbardziej interesuje, czyli opłata dotyczyć będzie najpopularniejszych urządzeń, z smartfonami i tabletami włącznie. Obejmie też takie urządzenia, jakich przed dekadami nie było: dekodery telewizyjne z twardymi dyskami czy telewizory z możliwością nagrywania, bo poprzednio były jedynie takie z magnetowidami.
Ministerstwo proponuje aby zasadniczą stawką opłaty był 1% a obowiązek odprowadzenia spoczywałby na jednym z podmiotów: producent, importer lub dystrybutor sprzętu elektronicznego (dodajmy, że maksymalna stawka to 3%). I tu jest przysłowiowy zong. Po pierwsze, dlaczego 1% (lub dwa w kilku kategoriach), skoro przez lata twórcy (w tym wykonawcy) stracili miliardy złotych! Po drugie nie jest oczywisty podział między np. środowiska filmowe a muzyków. Ponoć stało się tak w wyniku analizy rynkowej, jednak badania wskazują, że smartfony przede wszystkim służą zwłaszcza młodym ludziom do słuchania muzyki z plików bądź streamingu.
31 lipca odbyło się posiedzenie Rady Polskiego Rynku Muzycznego, w którym to ciele zasiada współautor listu. Reprezentacja środowisk muzycznych w tym naszego, jazzowego była bardzo silna a nasz głos jasny i co najważniejsze, spójny. Ustalono, że uczestnicy będą wspólnie formułować zastrzeżenia celem wyrażenia ich w przywołanych konsultacjach społecznych. Pryncypia: korzystniejszy (uczciwszy) podział wpływów na rzecz wykonawców i twórców muzycznych, uściślenie listy urządzeń (brak w nich np. słuchawek z pamięcią masową, nie mylić z wymienną kartą micro USB). Lista obejmuje 19 grup nośników i jest to katalog zamknięty. Sami wiemy jak szybko rozwija się rynek technologii. Znawcy już prorokują, że za trzy-cztery lata pojawi się nowy standard i format. Stąd potrzeba aby w zestawieniu pojawiło się szersze określenie, z klucza obejmujące wszystko co służy do utrwalania, kopiowania i przenoszenia wszystkiego czemu przysługuje określenie utwór.
Zgłaszamy wszystkim ważny argument, broń w dyskusji z oponentami aktualizacji opłaty reprograficznej. Pewnie z takimi głosami sprzeciwu spotykacie się w swoim otoczeniu. To nie jest podatek a rekompensata dla twórców za utracone dochody w wyniku kopiowania ich utworów (np. pliki mp3). W ten sposób, ci którzy zarabiają gigantyczne pieniądze sprzedając urządzenia umożliwiające korzystanie z naszej twórczości, podzielą się zyskiem na poziomie…1% (może odrobiny więcej), co sprawi, że im nie ubędzie a dla twórców i wykonawców może to być istna deska ratunkowa w świetle rozwoju technologicznego.
Spodziewamy się jednak skomasowanej akcji wymierzonej w twórców, już pojawiają się artykuły z przesłaniem: ”muzycy chcą nowego podatku”, „artyści żądają pieniędzy”, „nowy podatek od smartfonów”. Niewidzialna ręka lobbysty i sponsora jak widać działa, a temat jest niezwykle ważny. Stąd potrzeba abyśmy wszyscy zawsze ucinali wszelkie dywagacje ukazujące nas jako tych pazernych, na rzecz prawdy, że to rekompensata, wręcz mechanizm powstrzymujący możliwości dalszego okradania twórców i wykonawców. Ten mechanizm sprawnie działa w całym cywilizowanym świecie. Trzymajmy kciuki i rozgłaszajmy nasze stanowisko, aby w tyglu legislacyjnym nie zaczął mieszać ktoś, kto reprezentuje producentów i importerów sprzętu elektronicznego. Ucinajmy też dywagacje w stylu: „przecież już płacę za Spotify i Netfilxa”. Fakt, to komercyjne platformy streamingowe. Podobnie płaci się za Cyfrę+, Showtime i inne, wielu płaci za telewizję kablową. Ale to nie zwalnia z opłat za korzystanie z radia i telewizji, czyli uiszczania abonamentu radiowo-telewizyjnego. Jednak gdyby nie twórcy, w tym muzycy (kompozytorzy, producenci i wykonawcy), nie byłoby czego słuchać. I to właśnie opłata reprograficzna ma rekompensować ich utracone dochody z tytułu braku kontroli nad przesyłaniem i kopiowaniem efektów ich pracy (utworów) w postaci plików. Aktualizowany załącznik jedynie doprowadza to do zgodności z rzeczywistością.
Piotr Iwicki w imieniu Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego.
