Od kilku lat jako Polskie Stowarzyszenie Jazzowe wspieraliśmy wszelkie działania zmierzające do aktualizacji załącznika określającego co jest tzw. czystym nośnikiem w obrębie ustawy reprograficznej. Wiemy, że nasza siła sprawcza jest o wiele niższa niż Zaiksu, Stoartu, ZPAVu czy SAWP-u, ale jak to się mówi, kropla drąży skałę.

MAMY TO!
Opłaty od czystych nośników to jednorazowe składki, które producenci i importerzy urządzeń umożliwiających kopiowanie utworów (np. smartfonów, tabletów, komputerów) wpłacają na rzecz twórców, artystów wykonawców, producentów oraz wydawców. To dotyczy również Was, członków PSJ i całej jazzowej braci.
Od 2001 roku opłaty te są częścią europejskiego prawa autorskiego, zgodnego z dyrektywą 2001/29/WE Unii Europejskiej. Celem tych opłat jest rekompensowanie strat związanych z kopiowaniem utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego, np. zapisywania muzyki, filmów czy książek na urządzeniach takich jak komputery czy smartfony.



System opłat od czystych nośników w Polsce obowiązuje od 1996 roku, jednak lista urządzeń objętych opłatami nie była aktualizowana i obejmowała jedynie urządzenia analogowe, takie jak magnetofony czy kasety VHS. Nie uwierzycie, ale w tym zestawieniu były… telefax! Smartfonów i tabletów nie było. Korzystali na tym importerzy sprzętu a ostatecznie producenci. Traciliśmy my, twórcy, artyści.
Zachęcamy do zapoznania z infografikami. Po pierwsze, to nie jest podatek, a rekompensata za utracone wpływy dla twórców. Muzyka to świat smartfonów. Smartfony to małe huby multimedialne. Płyty to bardziej luksusowe dobro, coś dla wyznawców estetycznego podejścia do muzyki. Dzisiaj królują streaking i pliki cyfrowe.
A, że jeden obrazek daje więcej niż tysiąc słów, to zachęcamy do przejrzenia naszych grafik.



Dodamy, że kwotowo to stan sprzed zmiany załącznika w ustawie reprograficznej. Upraszczając, branża muzyczna traciła dziennie około miliona złotych. Rocznie, wiadomo około 350 milionów. Przez cały czas trwania batalii o zmianę (aktualizację) załącznika, to około 3 miliardów. I to nie jest śmieszne.
/ Piotr Iwicki /
