
foto: Radosław Paszkowski
Polski jazz.., polska muzyka straciła jednego ze swoich najwybitniejszych i najbardziej rozpoznawalnych artystów. Stanisław Soyka był muzykiem wymykającym się prostym definicjom – pianistą, wokalistą, kompozytorem i improwizatorem, który przez blisko pięćdziesiąt lat konsekwentnie budował własny, niepowtarzalny język muzyczny. Zmarł 21 sierpnia 2025 roku tuż przed koncertem “Top of the Pop” w sopockiej Operze Leśnej.
Swoją drogę rozpoczął bardzo wcześnie – jako chłopiec śpiewający w chórze katedralnym w Gliwicach. Klasyczne wykształcenie muzyczne zdobywał w szkołach muzycznych na Górnym Śląsku, a następnie na Akademii Muzycznej w Katowicach. W 1978 roku zadebiutował recitalem w Filharmonii Narodowej w Warszawie w ramach legendarnego cyklu „Jazz w Filharmonii”. Koncert ten zaowocował pierwszym albumem Don’t You Cry, otwierającym drogę do jednej z najbardziej niezwykłych karier w historii polskiej muzyki. Już pierwsze płyty pokazały artystę znakomicie odnajdującego się w świecie jazzu. Album Blublula z 1981 roku, zawierający interpretacje standardów Duke’a Ellingtona i Johna Coltrane’a, został uznany za jazzową płytę roku i przyniósł mu pierwszą Złotą Płytę. Z czasem jednak Soyka coraz odważniej przekraczał granice gatunków. Jazz pozostawał fundamentem jego muzycznego myślenia, ale równie ważne stawały się piosenka autorska, muzyka sakralna, blues, soul i poezja śpiewana.

Niewielu artystów potrafiło z taką naturalnością łączyć świat improwizacji z literaturą. Soyka komponował muzykę do sonetów Williama Shakespeare’a, wierszy Czesława Miłosza, Bolesława Leśmiana czy Agnieszki Osieckiej, tworząc dzieła, które na trwałe weszły do polskiej kultury. Jego Tryptyk Rzymski, napisany do poematu św. Jana Pawła II, zabrzmiał w Watykanie podczas uroczystości ku czci Papieża. Jednocześnie pozostawał artystą niezwykle otwartym na współpracę. Występował zarówno z kameralnymi składami jazzowymi, jak i z orkiestrami, chórami czy big-bandami. Współpracował z Januszem „Yaniną” Iwańskim, Adamem Strugiem, Roger Berg Big Band oraz wieloma wybitnymi muzykami kilku pokoleń. Potrafił z równą swobodą śpiewać standardy jazzowe, własne kompozycje i utwory, które dla wielu słuchaczy stały się ponadczasowymi przebojami… i choć ogromną popularność przyniosły mu piosenki Tolerancja (Na miły Bóg), Cud niepamięci czy Czas nas uczy pogody, sam zawsze podkreślał, że najważniejsza pozostaje dla niego muzyka jako przestrzeń spotkania ludzi i rozmowy o wartościach.

Stanisław Soyka był artystą niezwykle konsekwentnym. Nigdy nie podążał za modami ani oczekiwaniami rynku. Każdy kolejny projekt był efektem osobistych poszukiwań i muzycznej ciekawości. Dzięki temu stworzył dorobek, który trudno zamknąć w jednej stylistyce, ale który od pierwszych dźwięków pozostaje natychmiast rozpoznawalny.
Dla środowiska jazzowego pozostanie przede wszystkim jednym z najwybitniejszych polskich wokalistów i pianistów swojej generacji – muzykiem, który udowodnił, że jazz może być jednocześnie sztuką improwizacji, literaturą, modlitwą i rozmową z drugim człowiekiem.
Rodzinie, Bliskim oraz wszystkim Przyjaciołom Stanisława Soyki składamy wyrazy głębokiego współczucia. Cześć Jego pamięci.
